Przeglądałam zdjęcia i filmy, które się przez ten rok nazbierały. Jest tego tyle, że nie da się obejrzeć wszystkiego w jeden dzień. Przez ten rok tak wiele się wydarzyło, a wspomnienia z porodu są jakby sprzed kilku tygodni…

A jak to było z tym porodem?

Wronek miał się urodzić 21. maja 2013 roku według tego, co wyliczył nam lekarz. Uznałam, że skoro tak nam wyliczył to tak się stać musi. Po ukończonym 38. tygodniu nie oszczędzałam się już wcale. Stosowałam wszelkie metody przyspieszenia porodu. 21. maja o godzinie 6 zaczęło się u mnie lekkie krwawienie. Uznałam, że to jest wystarczający powód, by jechać do szpitala. Walizkę miałam spakowaną już chyba ze 2 miesiące. W szpitalu mnie jednak uspokojono, że to tylko czop śluzowy (okropna nazwa) i kazali wrócić, jak będę miała silne, regularne skurcze.

Czekałam cały dzień na ten odpowiedni moment. Pojechaliśmy dopiero wieczorem. Na porodówkę trafiłam ok. godz. 21 naiwnie myśląc, że uda nam się urodzić do północy, co by się tego nieszczęsnego terminu trzymać. Skurcze były już na tyle silne, że myślałam, że to już za chwilę, bo przecież więcej nie da się znieść. Oj, jak bardzo się myliłam. najgorsze było dopiero przed nami. Położna kazała mi leżeć głównie na boku, bo w tej pozycji Wronek miał najlepsze tętno. Tyle, że poród nie posuwał się do przodu (rozwarcie szyjki macicy bez zmian), więc zasugerowałam położnej, że może jak sobie pochodzę, to będą jakieś postępy. Nie zgodziłam się na podanie oksytocyny w celu przyspieszenia porodu. Chciałam naturalnie.

Szybko pożałowałam swojego pomysłu, bo wtedy dopiero zaczęły się te najgorsze bóle, które pojawiały się co chwilę i trwały wieczność. Krzyczałam głośno: „Ratunku!”, „Pomocy!”, „Zróbcie mi cesarkę!”. Serio. A mój mąż był spokojny jak zawsze, pomagał mi bardzo, ale w tej najgorszej fazie to już mu kazałam siedzieć i się nie odzywać…

Kiedy już naprawdę wydawało mi się, że zaraz umrę, położna sprawdziła rozwarcie: 10 cm. Alleluja!

Faza parcia nie była dla mnie już taka męcząca jak te skurcze. 10 minut i Wronek był już z nami. Urodził się o godzinie 5.20, 22 maja 2013 r. Spojrzałam na niego i pomyślałam: „Idealny.”. A potem czekało mnie jeszcze tylko szycie…

Zapraszam was na film:

 

muzyka: Exodus15 – „Modlitwa mamy”