Wronek miał w niedzielę swoje święto. Ale trochę i ja też miałam. To przecież właśnie wtedy, 22 maja 2013 r. zostałam mamą. Po raz pierwszy, bez odwrotu i na zawsze.

Urodziny syna to dla mnie wyjątkowy dzień, choć nie wyprawialiśmy ich hucznie. Oprócz małej rodzinnej imprezki zabrałam Wronka na randkę we dwoje. Poszliśmy razem, sami na lody z Sowy. Po drodze nie miałam nic przeciwko by wchodził do różnych samochodów na żetony. Siedział w nich tyle, ile chciał. Aż mu się znudziło. Ukochaną windą się przejechał. I schodami ruchomymi w górę i na dół. Lodami ubrudził całą koszulę, a ja nie miałam nawet namiastki nerwów z tego powodu. No bo jak miałabym się denerwować na niego w dniu, w którym świętujemy to, że jest? I w którym ja sobie po cichu świętuję, że ja jestem, w tej roli, którą pełnię i o której marzyłam. Takie nasze święto, choć tylko jedno z nas dostaje prezenty.
DSC_4851 DSC_4837 DSC_4820 DSC_4835 DSC_4834 DSC_4855

mucha Edyta Kleist | koszula H&M | jeansy Tom Tailor | buty Bobux

DSC_4346

PS. Jeśli szykuje się Wam jakieś wesele w tym roku, to koniecznie sprawdźcie jakie muchy ma w ofercie Edyta. Ostrzegam tylko, że mnogość wzorów może przyprawić o zawroty głowy ;) –> KLIK