Smakosz Wronek uwielbia różne owoce. Często zajmuje mu chwilę zanim coś polubi, ogląda, bierze do buzi, wypluwa, patrzy, że mama je ze smakiem, więc próbuje znowu. No i jak już coś przejdzie fazę testów, to wtedy nie ma, że sama się najem. Musimy jeść razem. Jest kilka takich owoców, na widok których Wronkowi cieknie ślinka bardziej niż zwykle.

1. Absolutnym numerem „1” są… nektarynki. Dzisiaj właśnie mój syn zrobił mi scenę w sklepie, bo zobaczył koszyk nektarynek i wręcz nie mógł przeżyć, że jeszcze żadnej nie dostanie. Zjada je w całości, nie muszą być pokrojone. Obiera sobie sam, zębami, rozrzucając elegancko kawałki skórki dookoła. Raz zjadł nawet trzy nektarynki pod rząd!

2. Banany. W każdej postaci. Prawie codziennie dostaje banana zmielonego w kaszce na śniadanie, a i tak potrafi w ciągu dnia jeszcze jednego wciągnąć.

3. Truskawki. Choć sezon na truskawki już się skończył, do dzisiaj pamiętam wypełnione poliki Wronka całymi owocami i z cieknącym po brodzie czerwonym sokiem.

4. Maliny. Te miały nieco dłuższy okres testowania, ale jak zdały egzamin to są pochłaniane w ilościach co najmniej dorównujących tym, które ja pochłaniam…

5. Borówki. Do miseczki i wyjadaniu nie ma końca. Po jednej, lub garściami. To co spadnie, też się nie zmarnuje.

6. Jagody. Te jednak wolę podawać w formie przetworzonej, np. w plackach. Wtedy jest nieco mniej bałaganu i plam.

7. Jabłka. W kawałkach, w całości, starte, jako soczek, a i ogryzkiem nie pogardzi.

8. Czerwone porzeczki. Rzadko, bo rzadko, ale lubi.

9. Arbuz. Uwielbiamy oboje, szczególnie jak się trafi taki mocno czerwony i słodki. Arbuza jemy jednak tylko i wyłącznie na dworze. Ewentualnie pokrojony na kawałki i widelcem.

10. Gruszki. Przyznaję szczerze, że dawno nie kupiłam gruszek. Chyba dlatego, że teraz jest tyle owoców letnich za grosze. Ale i na gruszki idzie sezon, więc nadrobimy!

A skoro już podaję Wronkowi owoce, to nie zaszkodzi do tego jogurt naturalny, bez dodatku cukru. Ja osobiście sypnęłabym sobie trochę cukru, ale młody jakoś nie narzekał, że za kwaśne. Od jakiegoś czasu próbuję też nauczyć go jeść łyżeczką. Zazwyczaj jednak wygląda to tak, że on ma swoją łyżeczkę, a ja swoją. On swoją się uczy, a ja swoją go karmię. Efekt jest taki, że mam potem dwa razy więcej sprzątania. Ale mam też satysfakcję.

DSC_2670 DSC_2676 DSC_2680 DSC_2682 DSC_2689 DSC_2693 DSC_2696 DSC_2701

A jakie owoce wasze dzieci lubią najbardziej?