U nas w Bydgoszczy – odwilż. Dzięki Bogu. Należę do tych osób, które zdecydowanie wolą angielską pogodę od takiego zimna. Zanim jednak przyszło upragnione ocieplenie, mieliśmy około -10 stopniowe mrozy. Dla niektórych -10 to jest granica, po przekroczeniu której niewskazane jest już wychodzenie na spacer z dzieckiem. Dla mnie ta granica jest przy… -2. Może nie do końca ze względu na dziecko, a na mnie samą.

Są jednak takie dni, kiedy na mróz mi się nie spieszy, ale w domu też niedobrze. Mam to szczęście, że mieszkam w domku i mogę w dresie bezkarnie latać po podwórku. Kiedy Wronek daje mi popalić, nawet w taki mroźny dzień, wsadzam go opatulonego warstwowo w wózek, sama narzucam płaszcz i chodzimy wte i wewte wzdłuż podwórka i podjazdu. W międzyczasie trochę poodśnieżam, a młody zadowolony obserwuje mnie nie narzekając na mrozy, nic a nic. Tego dnia było jednak tak mroźno, że jedna czapka to za mało…

Co Wronek ma na sobie, gdy jest naprawdę zimno? Zacznę od początku:

– pampers :)

– body z krótkim rękawkiem

– rajstopy

– skarpetki

– bluzeczka z długim rękawkiem

– dresowy kombinezon (np. Czachor)

mokasynki

– golfik dzianinowy na szyję

zimowy kombinezon

– ciepłe rękawiczki

– czapka zawiązywana z gwiazdką (Cubus)

– czapka z uszami (Beau Loves)

– kocyk

Trochę się tego nazbierało.

DSC_6080DSC_6077 DSC_6100 DSC_6101 DSC_6098

A jaka jest Twoja granica mrozu, kiedy decydujesz się iść na spacer z dzieckiem?

I jak ubierasz dziecko, gdy termometr pokazuje kilka kresek poniżej zera?