Wiem, że większość z was ma dzieci w podobnym wieku co Wronek, więc muszę na wstępie uprzedzić – to nie jest najlepsze zajęcie dla półtoraroczniaków. Ja za bardzo chciałam sama się o tym przekonać, ale po fakcie stwierdziłam, że najlepiej poczekać jeszcze minimum rok do następnego razu.

Sztuczny śnieg, który ja zrobiłam, w przeciwieństwie do ciastoliny z TEGO wpisu, nie jest jadalny i trzeba bardzo pilnować, by dziecko go nie spróbowało (a nie jest to łatwe). Poza tym takie małe dziecko na pewno więcej nabałagani i sprzątania będzie więcej niż samej zabawy, co już na wstępie zniechęca. Pomijam fakt, że brak biurka czy stoliczka to kolejne utrudnienie. Na jesień otwierają u nas Ikeę, to zaczniemy się nad czymś rozglądać, a póki co będziemy się posiłkować stołem w kuchni i naszym krzesłem Tripp Trapp, które przyjechało do nas niedawno w spadku z Norwegii. Kuchnię jednak mamy niezbyt ładną, więc naszą zabawę pokazujemy w takich nieco ograniczonych warunkach.

Ale dosyć tej antyreklamy. Jeśli macie dziecko w podobnym wieku, zajrzyjcie tu za rok i w wyszukiwarce na blogu wpiszcie „śnieg”. Jeśli macie dziecko w wieku przedszkolnym – próbujcie śmiało, bo taki śnieg to dla dziecka zabawa na dobre kilkadziesiąt minut! Nawet Wronek babrał się w nim samochodzikiem nie zwracając uwagi na obecność aparatu, co jest rzadkością. A jeśli macie za małe dziecko, albo nie macie dzieci w ogóle, a tęsknicie za śniegiem – zróbcie taką zabawę sami sobie – każdy pretekst jest dobry :)

Do przyrządzenia śniegu potrzeba jedynie sody oczyszczonej i pianki do golenia.

Sody potrzeba dość dużo. Ja zamówiłam kilogram na Allegro i zużyłam prawie całą torebkę na jedno opakowanie pianki do golenia. Druga pianka się nie przydała.

DSC_2904

Sodę wsypujemy do miski i nakładamy piankę stopniowo mieszając powstający śnieg.

DSC_2907 DSC_2914

Jak ktoś ma starsze dzieci można pokusić się o dosypanie odrobiny brokatu dla lepszego efektu wizualnego :) Ja sobie darowałam…

Zabawa polega na dowolnym babraniu rączek w „śniegu”. Śnieg jest w dotyku lekko mokry i zimny. Można wykorzystać zabawki, np. samochodziki, by podnieść atrakcyjność zabawy.

DSC_2917 DSC_2921 DSC_2924 DSC_2933 DSC_2926 DSC_2929

Nasz sztuczny śnieg daje się lepić, więc ze starszymi dziećmi można pokusić się o ulepienie z niego bałwana. Ja swojego ulepiłam sama. Jak można się było spodziewać, mój bałwan szybko stracił głowę…

DSC_2905 DSC_2937 DSC_2938 DSC_2939 DSC_2942 DSC_2943 DSC_2948 DSC_2946

Wronio po zabawie wylądował w wannie, bałwan został spłukany w zlewie, a mój mąż zabrał się za odkurzanie. Ale co śniegu doświadczyliśmy, to już nasze. Szkoda, że za mało go było na sanki… Na to jeszcze musimy poczekać.