Zdjęcie martwego dwulatka z Syrii, którego ciało zostało wyrzucone na brzeg obiegło cały świat już jakiś czas temu. Większość matek rozczulała się nad tym widokiem i porównywała maluszka do swoich dzieci. Straszna tragedia. Wiecie co ja pomyślałam?

Pomyślałam: Gdybym mogła, zaadoptowałabym go. Wychowywałby się jak syryjski brat bliźniak Wronka. Karnacja wprawdzie ciemniejsza, włosy nie te same, ale bawiliby się razem, razem poszliby do przedszkola. Zrobiłabym dobry uczynek! Popłynęłam trochę w swojej wyobraźni. Takiej mojej infantylnej wyobraźni. Coś takiego nigdy nie mogłoby się wydarzyć. Wiadomo.

A co myślę dzisiaj? Myślę, że zdjęcie tego biednego maluszka zostało wykorzystane, bo to chwytliwy temat. Widok cierpiących dzieci zawsze boli i rusza serca. Zdjęcie tego biednego chłopca zostało wykorzystane, byśmy myśleli, że uchodźcy to tylko kobiety z dziećmi, które uciekają przed wojną… A jak jest naprawdę?

Wydarzenia z minionej nocy wywołują we mnie skrajne emocje i skrajne nastawienie. Moje ramiona już nie są takie otwarte w tej mojej wybujałej wyobraźni. Zaciskają się za to jeszcze mocniej wokół moich dzieci i mojej rodziny.

Jeden z zamachów w Paryżu miał miejsce na końcu ulicy, przy której mieszka mój młodszy brat. Przez ostatnie miesiące robił zakupy w okolicach miejsc, gdzie padły śmiertelne strzały. Tego wieczoru był z żoną w mieszkaniu. Dzięki Bogu, że to nie był jeden z tych wieczorów, kiedy proponował jej romantyczny spacer…

Sytuacja dotknęła mnie osobiście. Zaciskam ramiona jeszcze mocniej.
DSC_3590 DSC_3610 DSC_3560 DSC_3573 DSC_3579 DSC_3580 DSC_3681 DSC_3695

bluza Kukukid | spodnie Loose Moose | czapka SzareLove | buty Nike