Wronek to prawdziwy facet… nie lubi zakupów. I tak ostatnio na każdy najmniejszy nawet wypad do marketu muszę mieć ze sobą coś do jedzenia i/lub jakąś zabawkę, żeby zająć czymś dziecko. Zakupy robię przemierzając alejki szybkim tempem i łapiąc w locie to, co mi wpadnie w ręce, często zapominając o tych najważniejszych produktach. A i tak zazwyczaj kończę przy kasie z młodym na rękach… Dlatego największe zakupy robię w samotności w weekendy.

Moja mama już się zdążyła o tym utrudnieniu przekonać, a jesteśmy tu zaledwie kilka dni.

Dzisiaj jednak wybrałyśmy się na zakupy z dzieckiem na plecach. Tzn. babcia niosła wnuczka, bo ja ze względów oczywistych ograniczam się z noszeniem, a mama lubi mnie w tym błogosławionym stanie wyręczać i ja jak najbardziej jej na to pozwalam :)

I jak było? Inaczej! Może to przypadek, a może zasługa tego cudownego wynalazku jakim jest nosidło Tula. Nie dość, że sam spacer do marketu był przyjemny i można było normalnie porozmawiać, to jeszcze na zakupach mogłyśmy się zastanowić i odczytać te trudne, norweskie słowa, czy w tej kaszce jest mleko modyfikowane, czy też jest to zwykły kleik, którego szukałyśmy. I nawet przy kasie nie zajęczał!

DSC_1335 DSC_1337 DSC_1344 DSC_1351 DSC_1361 DSC_1349 DSC_1352 DSC_1355

Pytaliście jak się nazywa nasz model nosidełka – to jest nosidełko ergonomiczne Tula, zig-zag, rozmiar standardowy (od 7 do 20 kg). Tego wzoru akurat nie ma w sklepie, ale są inne TUTAJ