Odejdźmy na chwilę od tego, co potrzebne jest przy dziecku na początku jego życia i skupmy się na sobie. Mamie po porodzie też przyda się kilka dodatkowych gadżetów, które ułatwią jej życie i funkcjonowanie w tej nietypowej sytuacji życiowej. Umieściłam na tej liście kilka ważnych przedmiotów, które mi osobiście pomogły w trudnych początkach i tym razem również mam zamiar z nich skorzystać.

niezbędnik poporodowy

 

1. Szlafrok – szlafrok to się przyda mamie zawsze, więc polecam zakup, jeśli jeszcze go nie posiadacie. Po pierwszym porodzie ustaliłam sobie za punkt honoru szybko wrócić do siebie i pokazać całemu światu, że dziecko nie zamknęło mnie w domu w dresie i bez makijażu. Miałam wyrzuty sumienia, gdy odwiedziła mnie położna, a ja byłam jeszcze w piżamie. Tym razem mam inne postanowienie – dać sobie czas. Ze szlafrokiem zaprzyjaźnię się przynajmniej na tydzień. Goście poczekają, a jeśli już się nawiną, przywdzieję szlafrok. Ale herbatkę będą musieli sobie zaparzyć sami. Nie mam zamiaru się poświęcać, żeby wszystkim dogodzić. Będę głównie leżeć, z noworodkiem u boku, jak na ssaka przystało. Mąż i moja mama pomogą w opiece nad Wronkiem, w serwowaniu jedzenia i przynoszeniu mi do łóżka herbatki (patrz: nr 7). Taki przynajmniej jest plan :)

2. Maść na brodawki – niestety początek karmienia okazał się dla mnie bardzo bolesny. Miałam inną maść, ale nie podołała i robiło się coraz gorzej. Gdyby nie próbka Bepanthenu w „różowym pudełku”, które wydawali w szpitalu, być może zrezygnowałabym z karmienia piersią w ogóle. Później mąż dokupił większe opakowanie i z każdym smarowaniem skóra dochodziła do siebie. Minusem jest to, że trzeba ją zmywać przed karmieniem, bo jest to docelowo maść na odparzenia, ale skórę brodawek również szybko leczy.

3. Wkładki laktacyjne – podobno nie wszystkim są potrzebne. U mnie okazały się niezbędne przez pierwsze 5 miesięcy karmienia. Jednorazowe używałam głównie poza domem, a wielorazowe najczęściej, kiedy siedziałam w domu. Można je prać wielokrotnie. Jest to rozwiązanie ekologiczne i ekonomiczne.

4. Rogal do karmienia – ja mam taki no-name zamówiony na Allegro. Ułatwiał mi znacznie karmienie i w zasadzie na początku nie potrafiłam karmić inaczej jak z rogalem. Z małym Wronkiem często zasiadałam tak do komputera, dzięki czemu miałam obie ręce wolne, a młody sam się obsługiwał.

5. Koszula do karmienia – warto mieć dwie-trzy takie koszule. Są wygodne nie tylko do użytku w szpitalu, ale też później w domu. Oczywiście można sobie poradzić bez nich, ja jednak zaopatrzyłam się w dwie nowe. Jedną przeznaczę też na straty i wykorzystam w trakcie porodu.

6. Bidon – lub po prostu butelka/szklanka wody zawsze gdzieś blisko. Karmienie piersią powoduje straszną suchość w gardle i mama karmiąca musi pamiętać o stałym nawadnianiu. Ja tym razem zaopatrzyłam się właśnie w bidon, bo można nosić wszędzie bez obaw, że narozlewam (albo że narozlewają mi małe rączki Wronka).

7. Herbatka na laktację – oczywiście kobieta jest w stanie produkować mleko bez takich wspomagaczy, ale dla własnego dobrego stanu psychicznego warto sobie zakupić jedno opakowanie. Poza tym czarna herbata jest niewskazana podczas karmienia piersią, więc można po prostu zastąpić ją takimi ziołami. Herbatka na zdjęciu to same zioła, bez żadnych sztucznych i niepotrzebnych dodatków. Dodatkowo jest po prostu smaczna do picia. Kupić ją można TUTAJ

8. Kosmetyki do higieny intymnej – korzystając z porad na blogu Sroki wybrałam do higieny intymnej płyn ginekologiczny Lactacyd Plus. Ma o wiele lepszy (i krótszy) skład niż standardowa wersja tego płynu i nadaje się idealnie w ciąży i w okresie połogu. Dodatkowo kupiłam 10 saszetek Tantum Rosa – podobnie jak za pierwszym razem, będę sobie z ich pomocą robiła płyn do przepłukiwania wiadomego miejsca po każdorazowym korzystaniu z toalety. Płukankę taką przygotowuję sobie w butelce z dzióbkiem, co ułatwia sprawę.

9. Koło dmuchane – na koniec taki kwiatek. Siedzenie na pupie po porodzie siłami natury może się okazać na początku… bolesne. Koło dmuchane (lub specjalne koło poporodowe) ułatwia tę prostą czynność. Tym razem, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i znowu urodzę naturalnie, również będę z niego korzystać. Specjalnie wkleiłam zdjęcie kolorowego, dziecięcego koła, bo takie właśnie kupiła mi moja mama prawie 20 miesięcy temu :)

To tyle ode mnie. Dodałybyście coś jeszcze?