Podobno robię dużo zdjęć Wronkowi. A ja patrzę na foldery z tego roku i stwierdzam – za mało! W pierwszym roku życia synka może i było ich w miarę dużo. Czym jednak robi się starszy, tym rzadziej chce mi się wyjmować aparat. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest również fakt, że aparat działa na Wronka jak magnes, a to znacznie utrudnia chwytanie spontanicznych kadrów.

W przyszłym roku jednak się to zmieni! Takie jest moje główne postanowienie noworoczne. Nie tylko dlatego, że nasza rodzina wzbogaci się o nowego jej członka, ale też dlatego, że uzupełniając ten album tradycyjny zdaliśmy sobie z mężem po raz kolejny sprawę z tego, jak bardzo zdjęcia (i filmiki) pomagają nam utrwalać bezcenne wspomnienia. Wiele z nich utonęłoby już w oceanie różnych myśli i wydarzeń, gdybyśmy nie mieli ich uchwyconych na cyfrowych kadrach i odbitkach.

No właśnie – odbitki. Jestem wielką fanką nowoczesnych foto-książek, ale w moim domu zawsze znajdzie się miejsce na tradycyjny album z wklejanymi zdjęciami. I choć wygodniejsze są albumy, w których zdjęcia przechowuje się w foliowych kieszonkach i takie dominują u mnie na półkach, to jednak jeśli znajdę w sklepie taki egzemplarz jak ten na zdjęciach, nie potrafię przejść obok niego obojętnie. I takim oto sposobem stos odbitek, który od dawna leżał w kopercie znalazł swoje właściwe miejsce. Zakupiony był w markecie znanej sieci dyskontowej.

DSC_2241 DSC_2240 DSC_2244 DSC_2246 DSC_2249 DSC_2250 DSC_2253 DSC_2258 DSC_2260 DSC_2262  DSC_2279 DSC_2272 DSC_2268 DSC_2269DSC_2278DSC_2293 DSC_2295 DSC_2297 DSC_2289 DSC_2282

Na prośbę czytelniczki pokazuję, jak wklejam zdjęcia do takich albumów. Używam w tym celu specjalnych przylepców. Nie wiem, jak się nazywają fachowo, kupiłam je już dawno na Allegro na zapas:

DSC_2284 DSC_2299

album – Biedronka | paputki – Titot.pl