… czyli nasze pielęgnacyjne minimum.

Byłam narwaną mamuśką z brzuchem. Czytałam milion czasopism i stron internetowych na tematy wyprawkowo-gadżetowo-akcesoryjne związane z niemowlakami. Chciałam wszystko wiedzieć i dobrze się przygotować. Mieć w domu wszystko, co będzie potrzebne, bo przecież jak urodzę, to już sklepy nie będą istnieć. Oczywiście skończyłam z szafką wypełnioną rzeczami, bez których by się obeszło. Niektórych ani razu nie użyłam.

Dzisiaj zamknę się w temacie szeroko pojmowanej pielęgnacji Wronka. Oprócz chusteczek i pampersów używamy na co dzień tylko tego:

Sudocrem dla niemowląt

I to by nam w zupełności wystarczyło.

Do kąpieli płyn z dozownikiem. Po kąpieli niczym małego nie smaruję, nie masuję, żadnych innych cudów nie używam.

Jedynie pupkę traktuję moim niezastąpionym sudocremem. Do najtańszych on nie należy, ale jest tak wydajny, że dopiero, co skończyliśmy jedno małe opakowanie używane od maja. Teraz napoczęłam to wielkie opakowanie, które chyba będę używać przez następne dwa lata :D Puder do pupy się u nas nie sprawdził. Powstawały odparzenia. Sudocrem używam regularnie, przy każdej zmianie pieluszki i pupa Wronka jest… śliczna, zdrowa i do całowania, przeze mnie i tatę tylko i wyłącznie, rzecz jasna.

Paznokietki rosną w trybie przyspieszonym. Co niedzielę tata Wronka podcina mu je nożyczkami z zaokrąglonymi końcówkami. W przeciwnym razie Wronek podrapania mnoży na buźce swojej i mojej.

Patyczki do uszu. Takie zwykłe, nie te grube dla niemowląt. Najzwyklejsze. Do wyciągania babolków z nosa i oczyszczania małżowin usznych. Nie wkłada się ich do środka do ucha, tylko oczyszcza z zewnątrz. No i na początku używaliśmy ich do oczyszczania pępka wraz z zalecanym Octeniseptem. Pępek odpadł po 2 tygodniach, więc też do tego Octeniseptu przekonana nie jestem.

Jak zrobi się zimno, to może dojdzie do tego krem ochronny na buźkę.

A co dla was jest absolutnie koniecznym minimum do pielęgnacji dziecka?