Ciągle słyszę o kolejnych infekcjach i wirusach, które ostatnio dotykają dzieci i dorosłych. Ustrzec się przed nimi w tak trudnym okresie, jakim jest jesień jest niełatwo. Nam też się nie udało. Muszę jednak przyznać, że stosunkowo rzadko przyplątuje się do nas jakieś choróbsko. Nie robimy nic nadzwyczajnego, ale mamy kilka sposobów, które pewnie nie raz uchroniły nas przed przeziębieniem.

1. Wychodzimy na dwór

Nie jest to nic nadzwyczajnego :) Wyznaję po prostu zasadę, że mały katar czy kaszel to nie powód do kładzenia się do łóżka. Wystarczy ciepło się ubrać (byle nie za ciepło) i można iść do ogródka. Świeże powietrze lepiej wpłynie na układ oddechowy dziecka niż suche, zakurzone w zamkniętym pomieszczeniu. Oczywiście nie wyślę podziębionego Wronka na godzinę na dwór w 10-stopniowym mrozie, ale przy takiej pogodzie jak jest teraz, nie widzę problemu, żeby wybrać się razem na mały spacer. Szczególnie jeśli świeci takie piękne słońce!

Poza tym ważne jest wychodzenie na dwór ogólnie, jako nawyk. Sama mam tak, że jak zaczyna się październik, to najchętniej zaszyłabym się w domu i nos wystawiła dopiero w marcu albo kwietniu. Mając dzieci mam jednak motywację, by codziennie wyjść chociaż na chwilę. W ten sposób budujemy jego naturalną odporność. Teraz już nie mam wymówek. Dzięki temu, że zazwyczaj odbieram Wronka z przedszkola na pieszo, prawie codziennie dostarczam sobie i dzieciom małej dawki świeżego powietrza.

dsc_9551

2. Unikanie zbędnych leków

Poza witaminami staram się unikać jak mogę niepotrzebnych leków i innych specyfików dla dzieci. Uważam, że jeśli przyzwyczaję organizm do wspomagania odporności sztucznymi środkami, a najmniejszy objaw infekcji potraktuję syropkiem, to więcej przyniesie to szkody niż pożytku. Moim zdaniem lepiej jest wzmacniać odporność dziecka naturalnymi metodami i w taki sposób, żeby pobudzić organizm do samodzielnej obrony przed chorobą.
dsc_9534

3. Hartowanie podczas kąpieli

Spokojnie – nie urządzamy w domu kąpieli morsów. W zasadzie to jest to głównie metoda mojego męża, który prawie nigdy nie choruje. Na koniec kąpieli polewa sobie przez chwilę nogi od kolan w dół zimną wodą. Dla mnie to jest zbyt trudny, powiedziałabym, że hardcorowy zwyczaj. Ja uwielbiam się wymoczyć w ciepłej wodzie i wyjść spod prysznica rozgrzana, a nie schłodzona. Pewnie to mój błąd, bo choruję częściej. Marcin czasami stosuje swoją metodę kąpiąc dzieci. Oni mają przy tym frajdę, śmieją się i uciekają od strumienia. Zimna woda leci tylko chwilę, na sam koniec kąpieli, po czym dzieci lądują w ręcznikach. Czy u nich to działa? Tego nie da się zbadać, ale być może chorowałyby częściej, gdyby nie to małe hartowanie.

Pamiętajcie, że moje sposoby na wzmacnianie odporności dzieci wynikają z osobistego przekonania oraz doświadczeń i nie stanowią fachowej opinii lekarskiej ani farmaceutycznej!

dsc_9635dsc_9628

UWAGA!

Jeśli też udało Wam się uchwycić Wasze dzieci aparatem na jesiennym spacerze, to zapraszam Was do udziału w jesiennym konkursie Enfamil! Do wygrania są: mata edukacyjna Tiny Love oraz 3 zabawki Skip Hop. Wystarczy załączyć zdjęcie na stronie konkursowej –> TUTAJ i wysłać swoje zgłoszenie. Konkurs trwa do 15 listopada br.

Jeśli nie macie żadnych zdjęć pasujących do tematu, to nic straconego. Na drzewach i na ziemi jest jeszcze mnóstwo pięknych liści. Warto zrobić takie zdjęcia choćby dla samych siebie, bo za 20/30/40 lat będą one bezcenną pamiątką.

Poza tym jest to po prostu wdzięczy temat :) Powodzenia!

dsc_9639dsc_9766dsc_9530 dsc_9772 dsc_9516 dsc_9519 dsc_9527 dsc_9495dsc_9506dsc_9547

Nina ubrana w: czapka i apaszka Lilandia | spodnie Zara | sweterek Eotton | buty TKMaxx

Wronek: czapka KappAhl | komin MayLily | kurtka Reserved | bluza Lana Nguyen | jeansy Nativo Kids | buty Bobux

Torba: Lassig (do kupienia tutaj)

Śpiworek: Lodger