Wronek tego dnia dał mi pospać do godziny 10.15. Zerwałam się z łóżka i zaczęłam się od razu szykować na spotkanie z blogerkami. Moje „złote dziecko” było takie wyspane, że wiedziałam, że to musi być dobry dzień na takie imprezy. Do miejsca spotkania mieliśmy całe… 5 km (sorry dziewczyny). Z mężem się dogadaliśmy – „albo jedziesz ze mną i zabawiasz Wronka, albo zajmiesz się łazienką i odkurzaniem”. Wybrał to drugie. Teraz już wiem dlaczego.

„Blogowe Wow” zorganizowały dla nas siostry (bliźniaczki?) Paulina i Martyna. Dziewczyny od razu rzuciły się na głęboką wodę i na spotkaniu było razem z dziećmi około 65 osób. Fajny czas poznawania się, jedzenia, kawkowania, edukacji i… biegania za Wronkiem. Dobra, umówmy się, że mój wpis „Z chodzącym dzieckiem jest łatwiej” nie dotyczy miejsc nieznanych, nieodkrytych i nieograniczonych przestrzenią z mnóstwem nowych twarzy dookoła.

Dla mnie to spotkanie było jak 5-godzinny aerobik interwałowy z trzema przerwami: pierwsza 5-minutowa, kiedy to próbowałam po raz pierwszy napisać status na FB za pomocą telefonu, a oko na Wronka miała autorka pewnego bloga z recenzjami książek. W między czasie rzuciłam szybkie pytanie a’la blondynki: „dziewczyny, wiecie może gdzie na telefonie robi się enter?…” (dzięki Mamiczka za olśnienie). Druga przerwa to 45-minutowa drzemka. Jak się śpi do 10:15 to trudno później oczekiwać od dziecka, że utnie sobie drzemkę 3-godzinną…

Trzecia przerwa – 10-minutowa, kiedy to Gosia zaproponowała, że zerknie na Wronka, jako, że i tak siedziała z innymi dziećmi w sali z zabawkami zastępując animatorkę, która nas, delikatnie mówiąc, wykiwała. Od razu się zgodziłam, zanim się zdążyła rozmyślić. Dzięki niej udało mi się posłuchać choć fragmentu wartościowego wykładu  Wioli o pozycjonowaniu stron. Dzięki, Wiola, za ten komplement, że robię takie piękne zdjęcia, że czytać mnie już nie potrzeba. Mam nadzieję, że jednak ktoś to czyta ;) (PS. Wiola, jak oceniasz moje podlinkowania w tekście – prawidłowe?).

Poza tym udało mi się gdzieś w tej gonitwie zamienić kilka słów ze świetnymi blogerkami, między innymi z Przewijką, Kahlan, Mamalą, naszą oficjalną fotografką Patrycją (zajrzyjcie na jej blog, robi świetne zdjęcia!), Martą i Sabiną Podczas tych rozmów Wronek często kręcił się pomiędzy naszymi nogami i w pewnym momencie niefortunnie upadł i uderzył się łukiem brwiowym o schodek. Obsługa Park Hotelu poratowała nas czymś zimnym do przyłożenia i na szczęście guza nie było.

Podsumowując – było super, ale następnym razem ubiorę Wronka w koszulkę z napisem „Żywe srebro” i na pewno zabiorę ze sobą męża.

DSC_9621

Organizatorki zrobiły dla nas takie kreatywne pudełka:

DSC_9685

Mama trójki też miała miłe upominki dla każdej blogerki:

DSC_9681

A i Wronkowa się podzieliła swoimi słynnymi pomponami ;)

DSC_9684

Co oznacza spojrzenie Mamy mniej zapracowanej?

DSC_9672

Wspomniany wyżej wykład Wioli:

DSC_9688

Chłopaki podpierali ściany. Niepotrzebnie, bo dziewczyny tylko czekały:

DSC_9646

Aż w końcu Marysia wzięła sprawy w swoje ręce:

DSC_9674

Szymek <3

DSC_9637

I te oczka <3

DSC_9647

Dzięki mamo Karlitki za zrobienie nam zdjęcia ;)

DSC_9660

Takie prezenty książkowe dostałam („Dom przy ulicy zwyczajnej” wylosowałam na loterii charytatywnej):

DSC_0002

I pozostałe #darylosu:

DSC_0005

Lalka Cerise Hood z serii „Ever After High” od firmy Mattel jest super! Gdybym miała starszą córkę, na pewno zainteresowałaby mnie cała seria.

DSC_0007

Patronaty nad spotkaniem objęli:
Sponsorzy spotkania, prezentów i fantów na loterii:
Relacje ze spotkania pozostałych uczestniczek możecie znaleźć (lub znajdziecie w ciągu kilku dni) na blogach podlinkowanych w tekście oraz tych wymienionych poniżej: