Jeszcze 2 miesiące temu pisałam wam o „buncie dwulatka”, przez jaki przechodził Wronek. Dzisiaj mogę z ulgą stwierdzić, że wszystko zaczęło się uspokajać. Ten „bunt” to był chyba podobny do tych skoków rozwojowych, które występują u niemowląt. Z tym że trwał dłużej i był znacznie trudniejszy do zniesienia. Ale jak to skok – skutkuje później zauważalnymi zmianami w rozwoju. Zmianami na lepsze.

I u nas właśnie zaczęło się robić lepiej. Czy najgorsze już za nami? Jestem przekonana, że tak. Jestem też świadoma, że inne problemy są jeszcze przed nami i każdy rok będzie przynosił zmiany i nowe wyzwania. Ale jeśli ktoś mnie zapyta, kiedy zacznie być trochę łatwiej z tym niesfornym, absorbującym maluchem, to odpowiem, że u nas zaczęło być lepiej przed skończeniem 2,5 roku. Pocieszające? Dla tych, co mają w domu roczniaka, który wszędzie włazi i ciężko nad nim zapanować to 1,5 roku naprzód brzmi jak wieczność. Ale dla tych, którzy znajdują się w samym środku tej burzy u dwulatka, płaczu z byle powodu, braku umiejętności zajęcia się sobą i chcenia czegoś od mamy przez cały czas – to już niedługo powinno się uspokoić.

Wronek coraz chętniej chodzi ze mną za rękę. Przychodzi, gdy się go zawoła. Słucha, gdy mu się tłumaczy. Potrafi się bawić swoimi samochodami przez calutką GODZINĘ! A dzisiaj to z przerwą i ze dwie się pobawił. Zaskakuje nas swoją błyskotliwością. Siada przy biureczku i rysuje. Pokazuje emocje, gdy czytam mu książeczki. Rozdaje buziaki, a na pytanie „kochasz mamę?” odpowiada z dołeczkami w policzkach „Taaa”. Z całą pewnością – syn to skarb.

DSC_2162

Tymczasem Nina zaczęła siedzieć. Coraz częściej dzieci bawią się obok siebie, a ja mogę spokojnie wyjść do kuchni przygotować obiad. Zdarzyło się nawet, że wyszłam ukradkiem wziąć prysznic! Teraz wiem, że decyzja o drugim dziecku z taką różnicą wieku to nie był błąd. Na początku jest hardcore, ale to mija. Z czasem wszystko zaczyna się układać. Starsze dziecko zaczyna być bardziej ogarnięte, młodsze wielu rzeczy szybko się uczy od starszego…

Niczego nie żałuję. Gdybym miała cofnąć się w czasie, dokładnie takie same decyzje bym podjęła.

DSC_2141

DSC_1950

DSC_1885

Kubki, które widzicie na zdjęciach to Safe Sippy. To kubek niekapek i bidon ze słomką w jednym. Można doczepić słomkę lub zatyczkę „niekapkową”. Niekapek to z nazwy, bo podobno niekapki nie istnieją ;) i trochę ciekną jak się potrząśnie. Ale lubię je zabierać ostatnio na spacery, bo dłużej utrzymują temperaturę płynów niż zwykły bidon. Nie ma to jak ciepła herbatka, gdy zimno. Nina szybko załapała jak z niego pić. Pewnie brat ją nauczył! Safe Sippy można kupić np. TUTAJ.

DSC_1906 DSC_1896 DSC_1955