Kiedyś nie chciałam mieć syna!

Pomyślicie, że to okropne, bo przecież „najważniejsze, żeby było zdrowe”. To moje uprzedzenie wynikało jednak z faktu, że sama zawsze marzyłam o tym, żeby mieć siostrę. A najlepiej same siostry. I wtedy trzymałybyśmy sztamę z mamą i byłybyśmy większością w domu. Takie miałam infantylne marzenia, które przerodziły się w marzenia o córeczkach.

Z perspektywy czasu patrzę na te swoje zdjęcia z dzieciństwa z braćmi, i wiem, że nie mogłabym sobie wymarzyć lepszych wspomnień. Mam cudownych braci, trzymamy się razem, mimo, że na odległość. Skype co niedzielę. Paczki sobie wysyłamy. Kartki urodzinowe. Wspólnie planujemy Święta. A mój starszy brat jest mistrzem niezapowiedzianych wizyt (z Anglii!).

Były różne przyjaźnie, przyjaciółki na całe życie. Byli znajomi, paczki, grupki. Wtedy wydawało się, że te więzi zawsze będą istnieć. Otóż nie. Czas weryfikuje i pokazuje, że więzi rodzinne są silniejsze. To na moich braci zawsze mogę liczyć, nie na najlepszą przyjaciółkę „forever”.

A moje dzieci? Pewnie się domyślacie, że żadnego z nich nie zamieniłabym na nikogo innego. Patrząc na te zdjęcia widzę właśnie ich. Historia lubi się powtarzać…

DSC_4408

DSC_4417

DSC_4404

DSC_4411