Czym bliżej mi do terminu porodu (a zostało zaledwie kilka dni), tym bardziej nerwowo przebieram nogami. Czuję ogólne napięcie i permanentny stan poddenerwowania, który nikomu nie służy. Drugi poród przeżywam znacznie bardziej, bo mam większą świadomość bólu, który mnie czeka. Ta świadomość nie pomaga. Dzisiaj jadąc autem, wioząc na siedzeniu obok kartonik pączków ^^ i słuchając w radiu znanego wszystkim „Eye of the Tiger” wyobrażałam sobie, jak słucham sobie tej piosenki podczas najgorszych bóli porodowych. I nagle wszystko wydało się łatwiejsze.

Jeśli by tak potraktować poród jako swojego rodzaju trening, przekraczanie granic własnych możliwości, to można się nastawić na ciekawe doświadczenie i próbę, którą przejdziemy zwycięsko. Wytrzymamy ból, bo nie ma innej możliwości i staniemy się bohaterkami dla swoich dzieci, swoich mężów i przede wszystkim, dla samych siebie.

Przygotowałam więc sobie krótką motywacyjną playlistę porodową.

Jako rozgrzewka, wspomniany „Eye of the Tiger”:

 

Pozostając w klimacie Rocky’ego polecam też utworek, którego tytuł dobitnie uświadamia, że innego wyjścia nie ma… No po prostu dziecko musi się urodzić TĘDY (no oczywiście chyba, że byłyby jakieś wskazania do cesarki, ale takowych nie planuję).

 

A jak mąż nie będzie stawał na wysokości zadania i będzie przysypiał (jak za pierwszym razem), to mam nadzieję, że ten utwór dobitnie mu uświadomi, żeby się bardziej wczuł w rolę ;) Byle nie za bardzo!

 

Na najgorsze skurcze podczas rozwarcia na etapie 6-7 cm przygotowałam sobie „I will survive”. Z każdym kolejnym skurczem będę tylko bliżej rozwiązania!

 

Podczas fazy parcia może sobie w tle lecieć muzyka filmowa z „Piratów z Karaibów”, choć pewnie personel by się na to nie zgodził… Ale zawsze mogę sobie nucić w myślach :D

 

A na sam koniec odetchnę z ulgą, przyznam sobie order SuperMamy x2 i odtworzę „Isn’t she lovely” Stevie’go Wonder’a :)

 

Plany planami, a w rzeczywistości pewnie będzie przygrywało nam szpitalne radio, co godzinę odtwarzając wiadomości, a jak się zacznie prawdziwa jazda, to w najlepszym razie każę je wyłączyć, a w najgorszym czymś w nie rzucę. Wish me luck!