Dawno, dawno temu, polecieliśmy z moim świeżo upieczonym mężem na Majorkę. Polecieliśmy tam, by zasmakować tropikalnego klimatu i mieć o czym opowiadać dzieciom i wnukom. Dzisiaj zaczynam się zastanawiać, co by było, gdybyśmy to powtórzyli, ale w powiększonym składzie.

Nasza podróż poślubna nie była spektakularną wycieczką z mnóstwem atrakcji. Nie to było naszym celem. Chcieliśmy po prostu oderwać się od naszej polskiej rzeczywistości, od pracy, od ludzi i pobyć sam na sam w jakimś pięknym i ciepłym miejscu. Cel został osiągnięty. Oderwaliśmy się, odpoczęliśmy i spędziliśmy ze sobą masę czasu. Wronkowa nie prowadziła jeszcze wtedy bloga i nie miała smartfona, nie miała też dzieci, które co chwilę coś od niej chcą, więc całą uwagę poświęciła swojemu ukochanemu. Było cudownie.

DSC_8803 DSC_8730 DSC_8669 DSC_9173 DSC_9226 DSC_9064 DSC_8985 DSC_8976 DSC_9270

Bajka i beztroska.

A teraz puśćmy wodzę wyobraźni i zastanówmy się jak by nasz wyjazd wyglądał, gdybyśmy pojechali tam teraz. Z naszymi dziećmi.

Zacznijmy od podróży samolotem (to już w sumie dobrze znamy):

DSC_8664

Wiecie sami jak to jest z dziećmi. Wszystko jest podporządkowane ich potrzebom i rytmowi dnia. Szukając zdjęć do tego wpisu natknęłam się też na filmiki. Obejrzałam kilka z uśmiechem na twarzy. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to luz. Luz w spędzaniu tam wolnego czasu. Chcieliśmy gdzieś iść? Klapki na nogi, telefon do kieszeni i wychodzimy. Czasami za tym tęsknię, ale potem uświadamiam sobie, że nasze dzieci nie będą wiecznie małe i wymagające. Kiedyś będę tęsknić za tymi czasami i nie chcę tracić czasu na użalanie się nad tymi ograniczeniami, które chcąc nie chcąc są w naszym życiu.

Na następną podróż zabieramy je ze sobą. Poprzednim razem nasza podróż na Majorkę była „na dziko”. Samodzielnie ją sobie organizowaliśmy. Tym razem bym się na to nie zdecydowała. Z dziećmi nie mogę pozwolić sobie na niepewność, czy będę miała jak dotrzeć do hotelu albo na koczowanie na lotnisku nocą, bo tanie linie lotnicze czasami mają loty o bardzo dziwnej porze. Tego, że skorzystam z biura podróży jestem pewna. Z opcją all inclusive. Jak dzieci będą miały słabszy dzień to go spędzimy w całości w hotelu. Nie ma się co katować i stresować niepotrzebnie.

Żeby pomóc wyobraźni powklejałam zdjęcia dzieci w nasze z podróży poślubnej. Trochę mi to pomogło w zobrazowaniu tego, jak by to wyglądało, gdybyśmy faktycznie z dziećmi na tę Majorkę teraz polecieli…

DSC_8918ps DSC_8936ps DSC_8873ps DSC_9273ps DSC_8745ps

I jak Wam się podoba wizja wycieczki w takim składzie? Trochę hardcorowo, no nie? Dlatego własnie w tym roku darowaliśmy sobie jeszcze dłuższe wakacje za granicą (no, poza Norwegią, ale tam jest babcia do pomocy – klik). Myślę, że w przyszłym roku może już nam się to udać. Damy radę? Raczej nie pojedziemy w to samo miejsce, choć miałoby to swój urok, ale chcielibyśmy też zwiedzić inne ciepłe wyspy. Zobaczymy.

* * *

A teraz uwaga – KONKURS!

Puśćcie wodzę wyobraźni i napiszcie mi, jak wyglądałyby Wasze wymarzone wakacje, z dziećmi lub bez. A może już na takich byliście? Gdzie byście pojechali i co byście robili? Stawiacie na odpoczynek, na miejscowe atrakcje czy na zwiedzanie?

Zgłoszenia można wysyłać w formie opisowej, wierszem, zdjęciem lub zrobić swój własny fotomontaż lub kolaż (również w formacie .gif). Formę tekstową zamieszczamy w komentarzu pod wpisem, a zdjęcia i grafiki wysyłamy na email: wronkowamama@gmail.com. Na zgłoszenia czekam do 29 sierpnia, do końca dnia. Wyniki ogłoszę pod tym wpisem najpóźniej tydzień po zakończeniu konkursu.

Dwie najciekawsze propozycje zostaną nagrodzone voucherami o wysokości 500 zł do wykorzystania na podróż z biurem podróży Rainbow (z wyłączeniem biletyczarterowe.r.pl i myway.r.pl). Vouchery są ważne przez rok.

Uczestników serdecznie proszę o udostępnienie TEGO wpisu na Facebooku.

Jeśli w konkursie zgłaszasz zdjęcie, to wyrażasz zgodę na jego publikację tutaj we wpisie w przypadku wygranej.

Spróbujcie swoich sił, a może jakiś last minute ze zniżką 500 zł w tym roku jeszcze Wam się trafi!

DSC_8987m ps

Wpis powstał we współpracy z biurem podróży Rainbow

EDIT – wyniki konkursu

Dziękuję wszystkim uczestnikom za kreatywne i wyczerpujące wypowiedzi. Widać, że w konkursie wzięły udział osoby, które naprawdę interesują się podróżowaniem oraz takie, które zgłębiły temat i bardzo mnie to cieszy. Żałuję, że nie mam więcej nagród, bo przynajmniej jeszcze 3 inne osoby bym nimi nagrodziła. Zgodnie z regulaminem możliwe były jedynie dwie. Moim subiektywnym okiem zdecydowałam się nagrodzić voucherami o wysokości 500 zł do wykorzystania przez rok na stronie www.r.pl następujące osoby:

Szymon Bednarski:

„Zgubiliśmy sie, tak? – powiedziała z rozbawieniem i wyrzutem w głosie.
– Nie! Wcale nie! Wiem gdzie jesteśmy, w południowym Tyrolu! Odparłem patrząc na GPS pokazujący spory fragment pasma górskiego z którego jedyne co dało się odczytać to to, że w dowolnym kierunku czekał nas iście żołnierski marsz.
– Za 500 metrów skręć w prawo. Moja partnerka jak zwykle wykazała sie ogromnym wsparciem i służyła pomocą imitując głos dobiegający zazwyczaj z samochodowej nawigacyjnej papugi. Przypomniałem sobie kilka memów wychwalających kawalerskie życie ale odparłem uśmiechem i zdecydowanym ruchem wskazałem kierunek marszu.
– Wiem gdzie jesteśmy, idziemy tam. Samiec alfa jednak w każdej sytuacji znajdzie wyjście, pomyślałem dumnie. Zza pagórka wyłonił widok zapierających dech w piersiach. Moja towarzyszka zamilkła na chwilę napawając się tym wspaniałym widokiem, tak jak ona ja po chwili skupiłem uwagę na przyrodzie. Postanowiliśmy, że to świetne miejsce na odpoczynek i chwilę kontemplacji, która zakończyła się selfie z wrzutą na facebooka i geo tagiem. Czas jednak naglił, a wizja degustacji wspaniałych miejscowych win dodała nam siły na dalszą podróż szlakiem. Przy końcu szlaku gdy ewidentnie zbliżaliśmy się do cywilizacji na co wskazywał zapach pieczonego mięsa widniała pierwsza miejscowa gospoda. Wchodząc do środka ujrzeliśmy niewysokie drewniane dębowe ławy stojące na kamiennej posadzce, ściany były przyozdobione miejscowymi malowidłami obrazującymi krowy z kwiatami na głowach oraz górali z żonami, a czasem górali z krowami lub z dziećmi. Z chwilowego zawieszenia spowodowanym rozważaniem na temat wpływu kwiatów na krowiej głowie na delikatność steku wołowego wyrwały mnie zapachy dobiegające z kuchni, czym prędzej używając swojej elokwencji w pełnej krasie zagadałem do obsługującej nielicznych gości dziewczyny:
– Ich liebe Essen und trinken wołowina und wino! Na szczęście okazało się, że mówią tutaj także po angielsku, co usprawniło proces zamawiania tyrolskich przysmaków. Króewski posiłek zakończył się degustacją kilku lokalnych win, co w szybki sposób zmieniło moje nastawienie do życia w mocno euforyczne.”

dorota:

14054257_10157419767060455_8444246739257615738_n

„Wyczerpani po kilkugodzinnym szlaku, na którym, po stromych podejściach w błocie, ostatecznie pożegnałam moje ukochane buty trekkingowe, które towarzyszyły mi podczas wszystkich podróży w trakcie ostatnich 10 lat, wybraliśmy się na jeszcze jeden spacer – nasz ostatni na szkockiej wyspie Skye… Na dzień dobry, przeskakując przez rzekę, poślizgnęłam się i stłukłam kolano. To był dopiero początek i nie bardzo miałam siłę iść dalej. Przeszywający ból i łzy przegrały jednak w mojej głowie walkę z pięknem gór Cuillin, do których chciałam się zbliżyć chociaż o kilka metrów, a później o kilka kolejnych. Krok po kroku, a właściwie, z bolącym kolanem, to kroczek po kroczku, w końcu natrafiliśmy na górski potok i kaskady niewielkich, naturalnych basenów i wodospadów. Woda była tak krystalicznie czysta, a góry porośnięte wrzosami tak cudownie piękne… Wspaniale byłoby wykąpać się w takim miejscu! Oczywiście nie mieliśmy przy sobie strojów kąpielowych
(no bo kto bierze do Szkocji strój kąpielowy?!
– Na pewno nie taki zmarźlak jak ja :)).
Musiałam jednak chociaż pomoczyć nogi… Woda była zimna, wręcz lodowata, ale… Ech, żyje się raz! Bielizna przecież też nadaje się do kąpieli :). Niekoniecznie nadaje się jednak do publicznego pokazywania, więc po serii wygibasów na kamieniach, które umożliwiły nam względnie dyskretne wejście do wody, chwili strachu i lodowatego orzeźwienia, pływaliśmy już w Fairy Pools. Kilka minut później zrobiliśmy to zdjęcie. Jest ono kwintesencją moich wymarzonych wakacji – mieszanką pięknych widoków, różnych emocji, niespodzianek, spontanicznych decyzji, i czasu z moim ukochanym – jednym słowem chwil, które pozostaną w moim sercu na zawsze:)”

Odezwijcie się do mnie mailowo z tego samego maila, który zostawiliście w formularzu komentarza wcześniej. Na wasze maile czekam przez 2 tygodnie. Po tym czasie wybiorę innego szczęśliwca, któremu przekażę kod na zniżkę. 

Wszystkim uczestnikom życzę, by Wasze wymarzone podróże miały miejsce w niedalekiej przyszłości. Warto spełniać marzenia :)