Z Niną od początku były problemy z zasypianiem. Zanim polubiła smoczek, jedynie otulanie i biały szum potrafiły ją skutecznie uśpić. Przy piersi też nie działało to tak jak powinno, bo budziła się podczas odkładania, albo krótko po.

Kiedy Nina wyrosła z łóżeczka-kołyski, uśpienie jej i odłożenie do obniżonego łóżeczka ze szczebelkami sprawiało nam dużo kłopotu. Czasami usypialiśmy ją w wózku, a później przenosiliśmy do łóżeczka. Samodzielne zasypianie wydawało się być zupełnie niemożliwe. Spanie z nami też nam nie wychodziło tak jak byśmy chcieli. Nina w przeciwieństwie do brata po prostu nie potrafi z nami spać. Trudny przypadek, bym powiedziała. Niedawno spontanicznie podjęłam decyzję – przenoszę Niny spanie na dół łóżka piętrowego, na górze którego śpi Wronek.

I to okazało się idealnym rozwiązaniem. Do usypiania wystarczy położyć się obok. Czasami trwa to krótko, czasami trochę dłużej, jednak zawsze w końcu się udaje. Nina śpi tam do rana. Czasami obudzi się zbyt wcześnie, to wtedy zapinamy ją w wózku, w którym szybko odpływa i dosypia do tej ósmej.

Ze względu na wiek Niny zamontowałam jeden bok jej łóżeczka ze szczebelkami (drugi służy nam jako osłona na kaloryfer, o czym wspominałam Wam już TUTAJ). Dzięki temu mam pewność, że Nina nie wyląduje na podłodze w środku nocy. Materac Nina ma ten sam, położony na stelażu z łóżeczka. Wokół ułożyłam poduszki.

Oczywiście jest to rozwiązanie tymczasowe. Z czasem kupimy po prostu duży materac i stelaż, a bok z łóżeczka zniknie gdy Nina będzie na to gotowa. Na razie mi szkoda tego miejsca na regał oraz fotelik, bo za bardzo nie mam ich gdzie teraz postawić.

DSC_5032 DSC_5037 DSC_5055 DSC_5027 DSC_5061 DSC_5075 DSC_5063 DSC_5047 DSC_5072 DSC_5038

Linki do pościeli i innych gadżetów znajdziecie w TYM wpisie oraz TUTAJ.

EDIT

Nakręciłam krótki filmik z naszego usypiania (zanim zamontowałam barierkę). Na co dzień nie jest aż tak źle. Światło i aparat trochę rozpraszały dzieci. Poza tym najczęściej usypiamy we dwoje – ja kładę się z Wronkiem, mój mąż z Niną. Wronek zasypia w kilka minut i wystarczy mu, że po prostu jestem obok, przeglądam zazwyczaj w tym czasie Instagram.

W moich wyobrażeniach moje dzieci miały zasypiać samodzielnie. Przez jakiś czas tak było z Wronkiem, ale odmieniło mu się i determinacji mi zabrakło do ponownej nauki. Dobrze mi z tym systemem mimo wszystko, nie narzekam :) ważne, że obywa się bez płaczu. Wszystkim rodzicom zostawiającym dzieci do samodzielnego zaśnięcia oddaję w tym miejscu hołd, bo to się samo tak nie dzieje. Trzeba było włożyć pracę w naukę. Ja odpuściłam.

A każdemu, to „męczy się” podobnie jak my – piona!