Ostatnio często zastanawiam się, co mogę zrobić, żeby moje dzieci miały łatwiejszy start w szkole oraz w życiu. Jedną z kwestii, nad którą pracuję jest język angielski. Dzieci uczą się tego języka w przedszkolu, jednak chciałabym, żeby to było coś więcej. Nie chodzi mi o to, żeby musiały mieć jeszcze więcej zajęć dodatkowych, ale żeby uczyły się w naturalny sposób.

Do wzięcia spraw w swoje ręce zachęciły mnie vlogerki Ola i Ania (mamalama) oraz blogerka Ladygugu. Te pierwsze wychowują dzieci dwujęzycznie i mówią do nich tylko po angielsku. Podoba mi się to i podziwiam, jednak u nas jest na wprowadzenie takich zmian nieco za późno. Zależy mi też, żeby kontakt z moimi dziećmi był jak najbardziej naturalny no i tutaj jednak po polsku porozumiewam się z nimi najbardziej naturalnie, więc z tego pomysłu nie skorzystam. Wykorzystuję natomiast elementy tej metody i staram się jak najczęściej wprowadzać takie sesje w ciągu dnia. Np. przez pół godziny mówię do dzieci tylko po angielsku, odpowiadam im po angielsku, nazywam różne rzeczy po angielsku. Nina jest na tyle mała jeszcze, że bardzo łatwo się przełącza i sama zaczyna odpowiadać mi w języku angielskim. Wronek natomiast się buntuje, ale wierzę, że coś z tego też załapie.

Ladygugu za to nauczyła córkę mówić po angielsku puszczając jej bajki w tym języku. Jak dla mnie świetny pomysł. Dla dwulatka nie robi większej różnicy w jakim języku ogląda bajkę, więc czemu nie zostać przy angielskiej wersji językowej na dłużej? Oczywiście wtedy najłatwiej puszczać te bajki z internetu. Polska telewizja odpada. I u nas próbuję również wprowadzać elementy tej metody. Z Ninką wychodzi nam świetnie, a Wronek… się buntuje. Ależ on się cieszy, jak przypadkiem znajdzie Psi Patrol po polsku! Niestety okazuje się, że z 5-latkiem sprawa jest trudniejsza.

Trzecią metodą, którą staram się wykorzystywać podczas wieczornej rutyny to angielskie książeczki. Ostatnio często kupuję je w TKMaxxie. Właściwie zawsze, kiedy tam jestem zaglądam do działku z książkami dla dzieci. Często mają promocje i ceny bywają naprawdę niskie. Tak więc wieczorem wybieramy książeczki do poczytania i przynajmniej jedna musi być w języku angielskim. Wronek oczywiście też się buntuje, więc mamy kompromis – raz czytam tłumacząc na polski, a potem po angielsku. Książki wybieramy raczej łatwe i krótkie. Jak jest możliwość to dzieci wybierają sobie w sklepie same, zgodnie z tym co ich interesuje (akurat nie ma ich na zdjęciach, ale w domu królują książki z bajką Psi Patrol…). Dzięki temu chętniej słuchają.

Zmiany w tej kwestii wprowadziłam stosunkowo niedawno, więc o efektach powiem Wam kiedy indziej ;)

DSC_1380 DSC_1078 DSC_1111 DSC_1208 DSC_1084 DSC_1064 DSC_1301 DSC_1300 DSC_1267 DSC_1445 DSC_1459 DSC_1030

Hamak ze zdjęć znajdziecie w sklepie www.whamaku.pl Jest bardzo wygodny! Mieścimy się na nim nawet we czwórkę! Kolor jak dla mnie ideał, jeśli chodzi o użytkowanie na spółę z dziećmi (nie widać plam) i te piękne, ręcznie wykonane wykończenia <3 Polecam z całego serca!

Poduchy to oczywiście Wood’n’Wool