Nie uważam się za eksperta w tej kwestii, ale z roku na rok zdobywam coraz większe doświadczenie w mądrym korzystaniu z wyprzedaży i rozporządzaniu swoimi pieniędzmi. Poznajcie więc moich 5 zasad, których staram się trzymać robiąc zakupy w tych gorących okresach.

1. Nie kupuję ubrań, których nie kupiłabym w regularnej cenie

Jeśli nie jestem czymś zachwycona, to nie kupię tego tylko dlatego, że jest w takiej dobrej cenie. Później taka rzecz leży w szufladzie. Ewentualnie zakładam ją dziecku tylko do chodzenia po domu. Zapełniam wtedy szafy niepotrzebnymi ciuchami, których równie dobrze mogłabym wcale nie kupić. Ubranko musi mnie zachwycić. Wtedy wyprzedaż ma sens i wtedy są to faktycznie zaoszczędzone pieniądze, a nie wyrzucone w błoto.

DSC_6927

2. Kupuję ubrania, których nie kupiłabym w regularnej cenie

Tu od innej strony. Na przykład takie jeansowe szorty z Zary. Żal mi sześciu-siedmiu dych na takie spodenki dla dziecka. Przecież równie dobrze można poczekać aż rzucą podobne w Lidlu. Ale na wyprzedaży za 30-40 zł to już chętnie. Zawsze to markowy ciuszek, który się łatwiej sprzeda jak będzie już za mały, no i przyjemność z ubierania dziecku takich zdobycznych spodenek jest odczuwalnie większa. A tak w ogóle to dziecięce, jeansowe szorty zawsze warto mieć. Nadają się na różne okazje – na urodziny do kolegi, na wypad na miasto, do kościoła i do każdej bluzki. Ponieważ jednak często ich cena jest podobna nawet do długich jeansów, ja zaopatruję się w nie w niższych cenach o rok wcześniej.

DSC_6970

3. Śledzę kalendarz wyprzedaży

Jeśli faktycznie zamierzam obkupić dzieci na „za rok”, chcę skorzystać z wyprzedaży na samym początku ich trwania. Wtedy mam najlepsze kąski z największym wyborem rozmiarów. Oczywiście nie omieszkuję zajrzeć do sieciówek również w sierpniu, kiedy ceny są najniższe. A nóż coś mi się spodoba i dostanę to za śmieszne pieniądze. Zawsze wiem, kiedy wyprzedaż zaczyna się w Zarze i czekam do północy na początek i spokojnie zamawiam sobie upatrzone wcześniej ubranka.

DSC_6914

4. Kupuję zimowe kurtki, nie kupuję butów

Kurtki i buty to najdroższe elementy garderoby. O ile rozmiary odzieży wierzchniej na kolejny rok łatwo przewidzieć, o tyle z butami nie ryzykuję. No, chyba, że jakieś dodatkowe trampeczki, które nie będą ubierane na co dzień i które pasują zarówno na jesień, wiosnę jak i lato w chłodniejsze dni.

Kurtki zaś to inna sprawa. Zamiast płacić 150 zł za nową kurtkę na zimę, którą musiałabym kupić w listopadzie, zaopatruję się w nią już w styczniu, spokojnie mieszcząc się w kwocie 100 zł. Fakt, że nie będą to kurtki z najnowszych kolekcji nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia.

DSC_6924

5. Kupuję też coś dla siebie

Może dla niektórych to oczywiste. Dla mnie przez jakiś czas nie było. Teraz powoli to się zmienia. Choćby miała to by być tylko jedna rzecz, kupię ją. Obok pięciu rzeczy dla dzieci to chyba nie grzech? A szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.

DSC_6978

Chętnie poznam też Wasze taktyki, dajcie znać w komentarzach :)