Takie zdanie ostatnio gdzieś przeczytałam i wydało mi się zabawne. Oczywiście potraktujcie je z przymrużeniem oka, ale coś w tym jest, że jak mąż robi coś w domu, to traktuje się to jako pomoc żonie, a wszystkie domowe obowiązki spoczywają na jej barkach.

U nas w domu mamy sprawiedliwy podział ról. Ja zajmuję się domem i dziećmi, a mąż pracuje. W takim układzie jest tylko jeden mały problem. Mężowi przysługują weekendy i urlopy, a ja mam… „urlop” wychowawczy.

Dlatego, kiedy mąż wraca z pracy do domu (i oboje jesteśmy zmęczeni) jest dla nas oczywiste, że część moich obowiązków przejmuje on. Zazwyczaj bawi się chwilę z dziećmi albo bierze je do kąpieli, a ja kończę robić obiad i ogarniam kuchnię, żeby Marcin mógł w spokoju zjeść posiłek. Razem kładziemy dzieci spać i mamy wieczory dla siebie.

W weekendy obowiązuje podział zadań. Marcin odkurza, ja myję łazienkę, Marcin kosi trawę i wyrzuca śmieci, ja robię obiad i zmywam naczynia. Dzieci mają oboje rodziców, więc jest dla nas oczywiste, że zajmujemy się nimi razem.

No dobra, a kiedy odpoczywamy? Czas w ciągu dnia, w którym ja mogłabym teoretycznie odpoczywać (np. podczas Niny drzemki) przeznaczam na prowadzenie bloga. Zdecydowaliśmy się na drugie dziecko świadomie (choć może nie do końca wiedząc, co nas czeka) i wiemy, że tak naprawdę odpoczniemy dopiero jak dzieci trochę podrosną. Każdy dzień kręci się wokół nich. Odpoczywamy więc razem, we czwórkę lub we dwoje, kiedy dziećmi zajmują się dziadkowie, albo po prostu na zmianę. Mąż wyrywa się czasami na siłownię albo na jakieś spotkanie. A ja lubię wyjść sama na zakupy, choćby żywnościowe. Myślę, że taki układ pomaga nam obojgu być szczęśliwymi i odpowiedzialnymi rodzicami.

Ciekawa jestem, jak u Was wygląda podział obowiązków. Koniecznie dajcie znać w komentarzach :)
DSC_5769 DSC_5802_2 DSC_5776 DSC_5782 DSC_5803 DSC_5853 DSC_5833 DSC_5814_2