Kiedyś pod jednym moim zdjęciem na Instagramie napisałam, jaka to jest ciężka praca mieć dwójkę małych dzieci z dość małą różnicą wieku. Że lepiej chyba dla dzieci i dla rodziców, gdy ta różnica wieku jest o rok, o dwa dłuższa. Jedna z Was podsumowała moje wnioski w ten sposób, że drugi raz nie zdecydowałaby się na taką szybką drugą ciążę, gdyby wiedziała jak ciężko będzie. Rozumiem ją.

Rozumiem ją, ale… Ale jednak w miarę upływu miesięcy, a nawet ostatnich tygodni zaczynam doceniać coraz bardziej ten stan rzeczy, który jest. Z kilku powodów.

Po pierwsze, Ninę mam już „odpieluchowaną”. Gdy pożegnamy pieluchy nocne to zapomnę o etapie zakładania pieluchy w ogóle. A tak to ciągnąłby się za mną jeszcze dodatkowy rok albo nawet dwa… Nie, dziękuję.

Dzieci powoli stają się coraz bardziej samodzielne. W dużej mierze same się ubierają. Słyszą hasło, że wychodzimy i już wiedzą gdzie leżą buty, które samodzielnie zakładają. To już nie jest to co kiedyś, że każde wyjście oznaczało upoconą mamę, której ręce jak macki ośmiornicy ogarniają dziesięć czynności naraz. No dobra, nie jest też tak, że zakładam sobie różowe okulary i wychodzę, a dzieci przygotowane idą za mną posłusznie i reagują na każde polecenie jak w zegarku. Tak to przecież nigdy nie będzie :) . Gdyby jednak ta różnica wieku była większa, to nadal miałabym w domu roczniaka albo niemowlę i do samodzielności jeszcze byłaby daleka droga, a każde wyjście byłoby logistyczną misją.

Jeszcze mała anegdotka. Dokładnie 10 lat temu mieszkałam jako au-pair w Anglii. Opiekowałam się tam dziećmi w wieku 5 i 3 lat. Pod koniec mojego pobytu u nich poleciałam SAMA z moimi podopiecznymi do Barcelony odwiedzić ich mamę, która miała tam miesięczny służbowy wyjazd. Odkąd moje dzieci się urodziły to cały czas czekam na ten moment, kiedy będą one w tym samym wieku, co Nathan i Emily, gdy się nimi opiekowałam. Skoro ja, jako nieco ponad dwudziestolatka poradziłam sobie z dwójką dzieci w wieku przedszkolnym w podróży samolotem i to z przesiadką, to znaczy, że z dziećmi w tym wieku naprawdę można już robić wszystko i jechać wszędzie! A moje dzieci będą już w tym wieku za rok! Gdyby różnica wieku była między nimi większa, to znowu musiałabym dłużej czekać aż młodsze przekroczy „magiczne” 3 latka, kiedy to wiele się w jego życiu i zachowaniu zmienia.

I najważniejsze! Dzieci coraz częściej bawią się razem! A o to przecież między innymi nam chodziło, żeby mogły się rozwijać społecznie również we własnym domu. Oczywiście ile przy tej wspólnej zabawie jest sporów i kłótni to tylko my wiemy, ale zawsze sobie tłumaczę, że to również jest nauka dla dzieci. A gdyby rodzeństwa nie miały, to tych lekcji, które przechodzą ze sobą nie miałyby w ogóle. I jeszcze sobie powtarzam, że małe tygryski, lwiątka i inne kocięta też skaczą na siebie, drapią się nawzajem, miauczą i za tym idzie nauka dla nich na całe życie. Poza tym nasze dzieci przede wszystkim na całe życie mają siebie nawzajem i wspólne wspomnienia z dzieciństwa. Tego nic nie zastąpi i to było zdecydowanie warte poświęcenia w tym najbardziej intensywnym czasie.

Podsumowując – jeśli jesteś gotowa na masę poświęceń, które dadzą też masę satysfakcji, to moim zdaniem warto rozważyć mniejszą różnicę wieku. Ale tak jak ze wszystkim – sytuacja każdej rodziny jest indywidualna i to co u mnie się sprawdza, nie musi Tobie odpowiadać i odwrotnie. Najlepiej więc chyba wziąć pod uwagę wszystkie za i przeciw i posłuchać głosu serca. Moje mi podpowiada, że gdybym mogła cofnąć się w czasie, dokładnie te same decyzje bym podjęła.

DSC_8055DSC_8016 DSC_8018 DSC_8023 DSC_8030 DSC_8025 DSC_8029 DSC_8034 DSC_8037 DSC_8041 DSC_8045DSC_8059 DSC_8047 DSC_8062 DSC_8064DSC_8081 DSC_8072 DSC_8075

Apropos wspólnej zabawy! Powoli zaczyna się u nas etap na puzzle i planszówki. Sama z dzieciństwa mam same miłe wspomnienia z planszówkami. Mieliśmy „Rodzinki”, „Eurobiznes”, „Monopoly”, „Magia i Miecz” itd. i moje dzieciństwo nie byłoby takie same bez nich! Świetnym wstępem do tego etapu są gry marki „Trefl”. To nasza, rodzima, polska firma, która produkuje wysokiej jakości gry i puzzle nawet dla najmłodszych. Ich gry dają wiele możliwości zabawy i sama jestem nimi oczarowana! Jest wiele pozycji już dla dwulatków. Nina wprawdzie nie wszystko jeszcze łapie i trochę „oszukuje”, ale dużo uczy się od brata i ani się obejrzę będą sami sobie zdejmowali z półki te pudełka, żeby sobie razem pograć… mam nadzieję :) W pakiecie mamy i polecamy:

1. Safari Bam Bam – to bardziej instrument niż gra, ale ulotka i dodatkowe karty dają pomysły na bardziej rozbudowaną zabawę.

2. „Na Jagody” – to już typowa gra planszowa, z drewnianymi pionkami i drewnianą kostką. Łatwe zasady pozwalają już na grę 3- i -4- latkom. Moja dwulatka ma własne zasady gry ;) ale do wszystkiego dojdziemy. Moja ulubiona!

3. Baby Cubes – a tu ulubiona pozycja Niny. Nie ma dnia, żeby Baby Cubes nie były ruszone z półki. Służą do budowania i burzenia wieży, uczą liczyć, można naśladować odgłosy zwierząt, a nawet służą za… garaże dla samochodzików. Są tańsze niż pudełka tego typu innych marek, a wykonanie moim zdaniem porównywalne, jeśli nie lepsze. Super sprawa!

4. Słonik Antoni – Puzzle dla najmłodszych, które mają wiele walorów edukacyjnych. Można przeliczać wagoniki, nazywać kolory, uczyć się liczebników porządkowych, zmieniać kolejność wagoników. Lubimy je.

5. Rymowanki – to już pozycja dla naprawdę najmłodszych. Obrazki na kartach spiętych ze sobą, które można rozpinać. Można czytać rymowanki, dopasowywać zwierzę do jego mieszkanka, naśladować dźwięki i wiele wiele innych.

6. Giga puzzle – to nie są zwykłe puzzle. W pakiecie otrzymuje się drewnianego konika (inna wersja ma samochodzik), którym można wędrować po gotowej ilustracji, a dołączona ulotka daje rodzicowi pomysły na zabawę z dzieckiem.