1,5 roku to jest dobry czas na zapoznanie dziecka z ciastoliną. Oczywiście nie powinna to być jeszcze taka ze sklepu (3+). Najlepiej, żeby była zrobiona ze składników spożywczych. Myślałam, że poza masą solną nie da się niczego innego zrobić, ale okazało się, że istnieją inne przepisy. Jeden z nich, lekko przeze mnie zmodyfikowany, przekazuję dalej.

Do zrobienia takiej masy plastycznej, która nie zaszkodzi dziecku (nawet takiemu na diecie bezglutenowej), jeśli zostanie częściowo zjedzona, potrzebne są:

– szklanka kleiku ryżowego

– szklanka skrobi (lub mąki) kukurydzianej – ta, której ja użyłam może zawierać śladowe ilości glutenu, ale są też takie oznaczone jako produkt bezglutenowy

– pół szklanki wody

– 3 łyżki oleju

– barwniki spożywcze – dla urozmaicenia i uatrakcyjnienia zabawy, ale nie są konieczne

DSC_1570

Najpierw mieszamy ze sobą suche składniki, dodajemy olej i częściowo wodę. Proponuję nie wlewać od razu całej wody, spróbujcie ugniatać ciasto i w razie potrzeby dolewać więcej. Jeśli masa okaże się zbyt lepka wystarczy dosypać odrobinę kleiku i skrobi. Masa powinna być miękka, jednolita i odklejająca się od rąk.

DSC_1574

Dzielimy naszą kulę na trzy mniejsze (lub tyle, ile chcemy mieć kolorów). W każdej porcji robimy dziurkę i wlewamy do niej barwnik. Na początek użyłam trzech barw podstawowych.

DSC_1576

Kulki ugniatamy z barwnikiem. Ja za każdym razem podsypywałam je trochę skrobią, bo z barwnikiem robiły się bardziej lepkie.

DSC_1581

I mamy gotową ciastolinę. Wygląda jak ta ze sklepu. Ładnie pachnie, aż ma się ochotę ją posmakować. Odpowiednio ugnieciona nie klei się do rąk, ale łatwo pozwala się formować.

Wronek był zaskoczony, jak mu ją położyłam pod nos. Zdawał się pytać wzrokiem – „No co ty, mama? Naprawdę mogę się tym bawić?” Ale zaraz potem zabrał się do dzieła. Wkrótce dorobimy się biurka, ale póki co uziemiłam małego na krzesełku do karmienia. Myślę, że jak na pierwszy raz, to była dobra opcja!

DSC_1585 DSC_1591

Nie zabrakło też czasu na degustację. Wiadomo, że nie chodzi o to, żeby dziecko jadło tę masę, ale w tym wieku nie jesteśmy w stanie do końca nad tym zapanować, a z tą masą po prostu nie musimy się o nic martwić.

DSC_1593

Najpierw Wronek sprawdził właściwości ciastoliny, po czym podsuwałam mu różne przybory, którymi dłubał sobie w cieście. Wykorzystałam sztućce, foremki do ciasteczek i drewniany młotek.

DSC_1595 DSC_1594 DSC_1598 DSC_1613 DSC_1603

Zabawa nie trwała długo, ale 1,5 roczne dziecko nie skupi się na zadaniu plastycznym przez dłuższy czas. Bardziej chodzi o to, by go zapoznać z taką formą zabawy, pozwolić mu popróbować, poeksperymentować, pozostawić pozytywne wrażenie z takiej aktywności. Myślę, że cel osiągnęliśmy.

A wy, próbowaliście już bawić się z dziećmi ciastoliną?