Moje macierzyństwo mogę podzielić na wiele różnych etapów podlegającym różnym kryteriom. Ostatni przełom podzielił je dodatkowo na macierzyństwo przed chodzeniem i macierzyństwo z dzieciem chodzącym. Dwie różne bajki.

Chociaż może się wam wydawać, że Wronek jest łatwym w obsłudze niemowlakiem, niestety się mylicie. Wronek jest małą marudą. Jak mu coś nie pasuje, coś stoi na drodze, ktoś coś zabiera, nie pozwala, szybko się denerwuje i daje o tym znać marudzeniem, jęczeniem, ciągnięciem za nogawki, płaczem. I tak wielokrotnie w ciągu dnia. Do tej pory miałam wrażenie, że jest z tym coraz trudniej, jednak odkąd Wronek nauczył się chodzić coś się zmieniło.

Już nie ciągnie mnie za rękę, żebym go oprowadzała po domu milion razy dziennie. Jak idziemy do ogródka, to mogę sobie usiąść z kawką i tabletem, a Wronek ekploruje otoczenie. I coraz rzadziej jestem mu potrzebna. Zajmuje się sobą. Wiadomo, czasami trzeba go zatrzymać w jedzeniu ziemi (mimo, że podobno grunt to zdrowie), odwrócić uwagę od zakazanych miejsc i przedmiotów, czasami pokażę mu jakąś ciekawszą zabawę, ale to nic w porównaniu z tym, jak to było wcześniej. Czuję większą wolność! Ufff!

Ostatnio Wronek eksplorował działkę znajomych, w tym ponton ze zdjęć. Zakupiony by spełniać funkcje basenu, ale świetnie sprawdza się też jako mini wersja dmuchanego zamku do skakania. Po jednej stronie tata podskakujący na pupie, po drugiej podskakujący mimo woli i próbujący złapać równowagę Wronek. Świetnie się bawiliśmy!

DSC_9129 DSC_9105 DSC_9122 DSC_9113 DSC_9114 camouflage baby

spodnie Zara | chustka handmade | body Cubus

 

A tu pokazujemy nowe ząbki:

DSC_9143

Straszymy motyle:

DSC_9151

I wytykamy jęzorki:

DSC_9169 (2)