Masz już swoją parkę – syna pierworodnego i upragnioną córeczkę. Ciągle słyszysz – no to „wszyscy w domu!”. Masz wymarzone życie, teraz możesz podwiązać sobie jajowody, rozkręcać interes i żyć spokojnym życiem we czwórkę. Właśnie wyszłaś z jednych pieluch, drugie dziecko dopiero co pożegnało się z kolkami i zaczęło się przemieszczać na czworaka. I wtedy…

I wtedy oglądasz odcinek „Przyjaciółek”, podczas którego popłakałaś się na widok noworodka. Następnie przeglądasz zdjęcia noworodków na Pinterest i aż masz ciarki, bo tak tęsknisz za tą malutką bezwładną główką opartą na twoim ramieniu. Tęsknisz za tym przesiadywaniem z maleństwem przy piersi całymi godzinami. Tęsknisz za tym najsłodszym zapachem, za mimowolnymi uśmiechami przez sen, za ubrankami w rozmiarze 56. Bóg niezwykle nas stworzył, że ten instynkt jest taki silny! I jakby z każdym kolejnym dzieckiem silniejszy (chyba).

Ale nie. Nie będzie trzeciego Wroniątka! Rozum bierze górę nad instyktem. Mooooże kiedyś się zdecydujemy, ale chwilowo potrzeba wyspania się, odpoczynku od tych wszystkich niemowlęcych obowiązków, rozwijania swoich pasji, zabrania się za życie zawodowe – jest mimo wszystko silniejsza.

A zdjęcia noworodków będą mnie niezmiennie rozczulać i wywoływać najszczerszy uśmiech świata.

DSC_4984