Powinnam może zacząć od tego, że zakupów z dziećmi nie lubię w ogóle. Nie cierpię wręcz. A jak jedno zaczyna być marudne, to już się na zakupach skupić nie mogę i w rezultacie i tak nic nie kupię. One generalnie za takimi wyjściami też nie przepadają, więc jeśli tylko się da, to jadę sama.

Ale czasami nie ma wyjścia, nie ma komu dzieci zostawić, a musimy wybrać coś razem. Trzeba wtedy zakasać rękawy i działać szybko. W tych nielicznych wspólnych wypadach trzech rzeczy nie lubię najbardziej:

1. Windy i ruchome schody

Wronek dostrzeże windę z kilometra. Jak raz się jakąś przejechał, to będzie krzyczał z samochodu, że tam jest winda, gdy mijamy dany sklep, tak zupełnie po drodze. Gdy winda jest w pobliżu ciężko odwrócić jego uwagę. No uwielbia ten środek transportu. Z drugiej zaś strony, gdyby nie windy, nie mogłabym w wiele miejsc pojechać z dzieckiem u boku, więc aż tak mocno na nie nie narzekam. Przejedziemy się czasem dla radochy młodego, potem machamy „pa pa winda” i oddalamy się żwawym krokiem.

DSC_0026

2. Wózki sklepowe

Osobiście nie jestem wielką fanką maksymalnej sterylizacji otoczenia dziecka, ale akurat wózki sklepowe mnie brzydzą. Z moich obserwacji – te w Biedronkach i Carrefourach są najgorsze. Na dodatek rdzewieją. Nikt nie pomyśli, by wymieniać je na nowe, a i nikt ich nie myje. Milion paluchów mniej lub bardziej brudnych je dotykało. I w tym wózku moje małe centrum świata z bułką w ręku, mające ogromną ochotę posmakować uchwytu jak i tego metalowego dyndadełka. Bleee!

Dlatego z chęcią przyjęłam prezent od pewnej blogerki, która wprowadziła na polski rynek Nukkę. Nukka to uniwersalny komin bambusowy, który można używać do różnych celów (TUTAJ wszystkie poznacie), ale ja używam jej tylko i wyłącznie jako wyściełanie do wózka sklepowego lub krzesełka do karmienia w miejscu publicznym. Przyszła do mnie z praktycznej eko-torbie, więc trzymam ją razem z pozostałymi ekotorbami i wszystkie razem zabieram na zakupy, jeśli zabieram też ze sobą dziecko. Wygląda ładnie, łatwo się zakłada i przede wszystkim, oddziela moje dziecko od tego całego brudu. Co jakiś czas wrzucam do pralki i nie muszę się martwić, że maluch wcina bułę brudnymi paluchami.

Oczywiście – gdyby nie te wózki, z siedziskiem dla dziecka, nie mogłabym tak wygodnie robić zakupów z dziećmi, więc ostatecznie też na nie nie narzekam. A ten wózek, to akurat pochodzi ze sklepu, w którym wózki są najczystsze, bo po pierwsze mało kto ich tam używa, a po drugie, nikt nie wyjeżdża nimi na zewnątrz (oprócz mojego męża, którego wysłałam po wózek, żeby zabrać się jakoś ze wszystkimi dziećmi i torbami i który musiał się z tego tłumaczyć, gdy mu zapikało w drzwiach wyjściowych).

DSC_0005 DSC_0009 DSC_0030

3. Zabawki 

Czasami nie ma jak ich ominąć. Postawią ci na środku regał z zabawkami w promocyjnych cenach, a ty matko tłumacz dziecku, że nie możemy tego kupić. A jak już wytłumaczysz, to przekonaj go, by zostawił obiekt pożądania, bo trzeba już się przemieścić w innym kierunku.

DSC_0066

A absolutnie najgorsze są te zabawki na żetony! Och, jakie my czasami akcje z Marcinem robimy, żeby Wronek nie zauważył kolejnego czerwonego wozu! Marcin idzie w taki sposób, aby zasłonić młodemu widok, a ja wskazując palcem w przeciwnym kierunku wypalam z jakimś oklepanym „zobacz piesek/ptaszek/znak!”. Zazwyczaj się udaje. Jak nie to mamy problem

Jedyną zabawką, którą na zakupach nawet lubię, to autko z wózkiem. Pomijając fakt higieny tych pojazdów, zadanie swoje spełniają i ułatwiają nieco tę trudną misję.

DSC_0104 DSC_0088

Są jeszcze jakieś inne przeszkody na zakupach z dziećmi, które można by poprawić, usunąć, zmienić? Dajcie znać w komentarzach :) I obyśmy wszyscy jak najczęściej mogli spokojnie zrobić zakupy w pojedynkę, ku uciesze naszej i tych naszych małych bąków.

Nukka do kupienia – TUTAJ

Buty – Geox od Mivo

Czapka Wronka –Titot